Popierdoleńce
skończone w znacznej większości na garnuszku rodziców do 25-27 roku życia kiedy
to w końcu skończycie studia.
Wy nawet nie
potraficie być sobą, robić rzeczy ,które tak naprawdę chcecie robić nie patrząc
czy to utrzyma waszą reputację w ryzach wychillowanego pijącego na umór i
imprezującego studenta.
,,Jest
czysta jest sens życia’’, ,,Bez wódki nie ma imprezy’’, ,,Piwo to moje
paliwo’’, ,,Tylko nie rozlej bo się zmarnuje cud świata’’ – to są wasze słowa
debile, bo nie potrafię nazwać normalnym i myślącym człowiekiem, kogoś kto
używa tego typu stwierdzeń.
Najgorsze,
że większość z was pojeby, żeby tak właśnie wyglądać w oczach innych pojebów
robi rzeczy wbrew sobie (LOL).
Przykładowo:
- Picie
alkoholu w dużych ilościach nie mając na niego kasy ani ochoty w danej chwili
ale żaden nie potrafi odmówić ze względu na wizerunek.
- Idzie na
imprezę, która jak zwykle będzie turbo chujowa (bo zawsze taka jest) kiedy po
prostu wolałoby się pójść do muzeum czy jakiekolwiek innego miejsca które ma
sens i cokolwiek wniesie do twojego życia.
- Nie uczy
się, bo nie wypada. W końcu co powiedzą inni.
- I wiele
innych…
Ja pierdole
nie potrafię mieć do was szacunku.
Kiedy wy w
końcu wyjdziecie poza ramy, które narzucają wam jakieś pojebane jednostki, żeby
niby być fajnym?? Propagując tego typu postawę jesteś śmiesznym cyrkowym
pajacem a nie brylującym w towarzystwie pożądanym gościem.
Ty będziesz
fajny kiedy w końcu zaczniesz jechać swoim torem, kiedy przeciwstawisz się
bydłu i wytrzepiesz nogawki z gówna między którym się obracasz.
Droga do
wybiegnięcia poza zagrodę najpierw prowadzi przez zdziwienie pobratymców, potem
ukryty szacunek aż w końcu po bycie wzorem i pokazanie, że się da i co
wspaniałe, pociągnięcie za sobą reszty, która nie ma pomysłu na siebie.
Kolejna
kwestia to wasza sytuacja finansowa, czyli nie macie kasy bo żyjecie high lifem
za kasę rodziców, wydając na alkohol, kebaby, smatfony, wyjazdy, imprezy, koncerty,
wy kurwa na wszystko wydajecie debile skończone a potem jecie bułki z chlebem
lub keczupem.
Macie
stypendia (co niektórzy), kasę od rodziców, możliwość pracy dorywczej i 100
tysięcy innych źródeł zarobkowania a i tak klepiecie biedę – bo taki według was
jest styl studenta.
Proponuję
zacząć liczyć, planować finanse i ogarnąć pizdę aby pośrednio zacząć szanować
swój organizm i rodziców, którzy wypruwają sobie żyły i biorą nadgodziny
chociaż są zmęczeni już po samej właściwej pracy mimo to wykładają na wasze pojebane
zachcianki kiedy tak naprawdę myślą, że tyle pieniędzy jest wam potrzebne na
naukę.
Kolejną
sprawą aczkolwiek bardzo frustrującą jest to, że zarówno ja jak i twoi znajomi
w dupie mamy jak ty się najebałeś/zjarałeś, jaka była impreza (kiedy rzeczywiście
narżnęliście się we 2 osoby jak świnie – sami, w domu, nie było fajnych dup,
dobrej muzyki itp., był tylko i wyłącznie gnój jak zawsze), który z rzędu ty
już dzień imprezujesz i jesteś najebany kiedy tak naprawdę oszukujesz rozmówcę
i samego siebie.
Ostatnia
kwestia jaka mi przychodzi do głowy jest następująca.
To, że
jesteś z SGGW, AGH, UJK, PW… nie czyni cię ,,lepszym’’ czy ,,ważniejszym’’
studentem od studenta z mało znanej / prywatnej uczelni. W większości
przypadków to ty jesteś gównem nie on. Tak dobrze przeczytałeś.
On jest od
ciebie lepszy.
To, że
jesteś z danej uczelni nie daje ci większych praw do niczego.
Ja wiem, że
ukończenie przykładowo Politechniki Warszawskiej jest prestiżowe i trzeba to
wyróżnić a tym bardziej docenić jednak to przede
wszystkim daje prestiż tobie a nie ośmiesza innych.
Buzzz Astral
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz